5 gru 2008

Możesz wejść w butach, Panie (Mk 1,1-8)

Chyba nikt nie lubi znaleźć się w sytuacji, gdy posprzątał mieszkanie, a gość wszedł w brudnych butach i zostawił mu ślady na dywanie… Jeszcze trudniej zgodzić się na «nachalność» drugiej osoby - masz poukładany plan, a ktoś wchodzi „z butami” w twoje życie i wszystko wywraca do góry nogami… Normalną reakcją w takiej chwili jest bunt, ucieczka, zamknięcie się w sobie, albo natychmiastowe wyrzucenie natręta za drzwi z krótkim „spadaj!”…
Myślę, że Jan Chrzciciel stanął wobec podobnego wyzwania – czy można zgodzić się na wejście Boga „z butami” w moje życie? Co mi pozostanie jeżeli On przyjdzie i wszystko przemebluje… podepcze moje marzenia, zostawi ślady, których nie da się posprzątać… Oczywiście Bóg nie jest intruzem i nie ma zamiaru dokonywać gwałtu na naszej wolności… ale Bóg nie jest też grzecznym chłopcem, który będzie tolerował nasze grzeszne przywiązania…
Jan Chrzciciel doskonale to rozumiał. Powiedział swoje „tak”, Bogu, który jest nieprzewidywalny i jak przychodzi, zostawia niezatarte ślady… Takiemu Bogu oddał cały swój «głos» i pozwolił, by Słowo w nim zamieszkało i rozbrzmiewało… wiedząc dobrze, że Mesjasz, który nadchodzi jest mocniejszy od niego i przemieni jego niemoc… Trzeba tylko pozwolić mu wejść w życie „z butami”, czyli w totalnym zaufaniu, nie obawiając się podeptania własnych planów oraz śladów Jego miłości, których niczym nie da się usunąć…
Jeszcze jeden ważny szczegół – symbol sandałów. Zgodnie z tzw. prawem lewiratu (Pwt 25,5), gdy jakaś żona pozostała wdową i nie miała potomstwa, najbliższy krewny z jej rodziny miał obowiązek ją poślubić i wzbudzić potomstwo swemu bratu. Ten krewny nazywał się goel, czyli wybawca (por Rt 4,7-8; Ps 49,8). W przypadku, gdy krewny nie chciał poślubić żony swego brata, ta odrzucona wdowa, miała prawo zdjąć mu sandał na oczach wszystkich i plunąć mu w twarz mówiąc: «Tak się postępuje z człowiekiem, który nie chce odbudować domu swego brata» (Pwt 25,9; por. historię Onana Rdz 38,8-10).
W obliczu nadchodzącego Jezusa, Jan Chrzciciel schodzi na drugi plan i wyznaję z całą mocą: „nie jestem godzien rozwiązać rzemyk u Jego sandałów” (Mk 1,7), bo ten Jezus jest prawdziwym Goelem, który nigdy nie zostawi w smutku porzuconej wdowy (grzesznej ludzkości), ale ją wykupi swoją krwią, poślubi i na nowo uczyni płodną… Szkoda, że ta «wdowa» nie potrafiła tego docenić i splunęła mu w twarz szukając innych wybawicieli (por. Mk 15,19)…

Jesteś już gotowy zaprosić Chrystusa, aby wszedł w twoje życie…„z butami”? On wejdzie i zostawi niezatarty ślad miłości… ale najpierw samemu trzeba „zdjąć sandały” przed Panem, jak Mojżesz, Jozue, Izajasz, Jan Chrzciciel (por. Wj 3,5; Joz 5,15; Iz 20,2), aby On mógł przemeblować nasze życie według swojego upodobania… i poślubić naszą „owdowiałą” duszę, mówiąc jej: „Jak piękne są twe stopy w sandałach, księżniczko! Linia twych bioder jak kolia, dzieło rąk mistrza” (Pnp 7,2). Słyszysz, nazywa cię księżniczką i daje nowe sandały łaski - bycia kochanym za darmo (Łk 15,22) - zapraszając w drogę przez dno Morza Czerwonego do ziemi obiecanej (zob. Wj 12,11; Iz 11,15; Mk 6,9).
Na koniec dla tych, co myślą, że Jezus jest dżentelmenem i „nie wejdzie z butami” w ich życie (por. Ap 3,20) jeżeli nie otrzyma wpierw zaproszenia, przypomnę zamkniętych w wieczerniku apostołów i Chrystusa, który wszedł bez pukania (J 20,19)… Bóg jest cierpliwy, ale Jego miłość jest niecierpliwa… szuka tak długo aż cię odnajdzie (por. Łk 15,8)

3 komentarze:

PRZEMEK pisze...

Kiedyś o to wchodzenie bez pukania dyskutowaliśmy godzinami... Teraz nie mam o czym, bo Wszedł...Pozdrawiam

Przemek Kryspin OFMCap pisze...

gratuluję płodności w słowo i pozdrawiam

Dawid... pisze...

Uczynię wszystko cokolwiek mi powiesz...
Wola Twa, spełnieniem mym
Miłość twa - przeznaczeniem mym
Droga ma - jedyną nieobcą mi...

Z butami wejdź, zdejmuję wycieraczkę... "Wybrudź" dywan miłością... i wiecznością abstrakcyjnego TAMTEGO ŚWIATA, z którego ścieżek wołasz stojąc już tu...