20 mar 2009

Nabucco i droga do wolności (J 3,14-21)

Czytam Psalm 137: „Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy i płakali wspominając Syjon… Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską w obcej krainie?” W tle rozbrzmiewa przejmującą pieśń wysiedlonych Izraelitów z trzeciego aktu opery Verdiego „Nabucco”: „Va’ pensiero sull’ali dorate attraversa le montagne e vola sugli oceani…”. Chyba każdy, słuchając tego wzruszającego fragmentu opery, odnosi wrażenie jakby był częścią chóru, uczestnikiem dramatu uciemiężonych i pozbawionych nadziei. Myślę, że w utworze rozbrzmiewa też osobisty dramat kompozytora. W roku 1836 Giuseppe Verdi ożenił się ze swoją pierwszą miłością Margheritą Barezzi, która urodziła mu dwoje dzieci, córkę Virginię i syna Icillo. Szczęście kompozytora nie trwało długo. Bardzo wcześnie stracił ukochane dzieci. Po czterech latach małżeństwa żona Margherita zapadła na nieuleczalną chorobę mózgu i również zmarła. Verdi pozostał sam, życie przestało go cieszyć, popadł w czarną rozpacz. Gdy jego melodramat „Un giorno di regno”, odegrany w roku śmierci żony okazał się porażką, zrozpaczony Verdi postanowił już więcej nie komponować. Na szczęście spotkał swojego przyjaciela Bartolomeo Merelli, który prosił go, by przeczytał poemat „Nabucco”, napisany przez Temistocle Solera. Podobno po tym spotkaniu Verde wrócił do domu i rzucił książkę na stół, bez najmniejszej chęci czytania czegokolwiek. Książka otworzyła się na słowach „Va’ pensiero sull’ali”, fragmencie zainspirowanym słowami Psalmu 137. Verdi przeczytał i został do głębi poruszony historią deportowanych przez Nabuchodonozora Izraelitów. Pogrążony w smutku i żałobie Verdi nagle odnalazł światło nadziei płynące ze Słowa Bożego. To już nie był ten sam młodzieniec rozkochany do szaleństwa w kobiecie swoich marzeń, ale doświadczony cierpieniem „mąż boleści”. Po premierze „Nabucco” w 1842 roku rozpoczyna się okres świetności kompozytora, który mając trzydzieści lat staje się sławny na całym świecie.
Otwieram Ewangelię. Widzę Nikodema jak drapie się pogłowie, bo nie pojmuje, jak można ponownie wejść do łona matki i narodzić się na nowo. „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. Łatwo i przyjemnie brzmią te słowa, gdy siedzisz w wygodnym fotelu, na tle wzruszającej muzyki. Gorzej, gdy samemu trzeba je zaśpiewać w chwili rozpaczy, cierpienia, śmierci „nad rzekami Babilonu” albo idąc przez pustynię, umierając ze zmęczenia, głodu, pragnienia.
Nie potrafię wytłumaczyć logiki Ewangelii. Jadowity wąż staje się wężem, który uzdrawia. Czy to, co zabija i niszczy, może być lekarstwem? Wywyższyć węża na pustyni oznaczało dla Mojżesza umieścić go na wysokim palu i po ukąszeniu wpatrywać się w niego. Czy wywyższyć Syna Człowieczego oznacza spojrzeć Mu w oczy, by zobaczyć, jaką cenę płaci za mój grzech? A może trzeba stanąć pod krzyżem Zbawiciela razem z Maryją i Janem, dłużej już o nic nie pytać, tylko swoje umarłe ciało złożyć w Jej niepokalane dłonie i jeszcze raz narodzić się na łonie Kościoła przez Słowo, Chrzest, Eucharystię.
Nikodemie, znalazłeś odpowiedź, czy dalej błądzisz w ciemnościach? Szukanie Jezusa bez krzyża jest oszukiwaniem siebie i życiem w iluzji. Przyjęcie krzyża bez Jezusa jest niepotrzebnym zadręczaniem i obwinianiem samego siebie. „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu”.

2 komentarze:

Radosław pisze...

Czytam Psalm 137: „Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy i płakali wspominając Syjon… Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską w obcej krainie?”

Z przyjaciółmi do ów Psalmu,
podajże 2 lata temu zrobiliśmy wieczorek jego tylko interpretacji - były wiersze, muzyka, pieśni, kazania, obrazy...

zostały
opublikowane wiersze
z tamtej nocy
- może ktoś się nimi zbuduje
(z tomiku: "Liśćmi w niebie, korzeniami w ziemi")

trochę więc poezji



Sylwia Jończy
***

ja w swojej ziemi
ja w swoim ciele
ja w swoim nurcie
jestem wygnańcem
patrzę i płaczę
nad rzeką
zwaną – ja
gdzie cień dają
czarne ciche drzewa
na których powiesiłam
lutnie swojego istnienia
w zgodzie
z wami
patrzę wstecz
i płaczę
na kamienie przede mną

Michał Sochacki
***

Czemu żeś nie płakał z nami
nad brzegiem rzeki?

Zostałeś, zostałeś w swoim Babilonie;
dobrze ci tam
i nikt nie zmusza
do śpiewania pieśni nabożnych.

Siedź sobie tam, siedź.
Kiedyś zapłaczesz,
spoglądając z dala
na chwałę SYJONU.

Michał Targosz
***

...po jakimś czasie
żaden instrument nie stroił.
Co za pomysł
– no właśnie – harfy na słońcu?

W niedoli...
Nawet w niedoli i bólu
trzymać należy je w ręce,
bo pękną struny,
a do wtóru,
serce.


Radosław Siewniak
***

nad rzekami niewoli
stanąłem i zapłakałem
nad utraconą wolnością

wspomnienia bolą

a kiedy byłem wolny
odwróciłem się
od WOLNOŚCI
którą jest BÓG

nasycałem się słowami

teraz siedzę
i płaczę
a słowa –
już mi zbrzydły

tęsknota boli

na szczęście BÓG
otworzy przede mną
nowe małe okienko
nad rzekami
przebaczenia


Andrzej Dąbek
***

Przeprawiam się przez babilońskie rzeki
Na czółnie pióra
Tęsknie nawołując
By były takie dni że pragnienia
Święta bielą czyste
Oświetlają trudne drogi wyboiste

Nasze stopy idą z ostrożnością

Było nam źle w Babilonie
Więc tęsknota płonie
Byśmy wyzwoleni z ziemskiego przywiązania
Doszli do przekonania
Że warto wspominać dni
Kiedy blisko Pana
Wiedliśmy życie gdzie jerozolimska brama
Była otwarta
Gdzie świątynia na kolumnach wsparta
Wypełniona modlitwami
Pulsowała życiem

Pod wspomnień ukryciem
Będę nucił
O tym czasie by wrócił


Marta Krajcer
'Dwie Modlitwy'

Wierzby akompaniowały melodii łez naszych.
Rzeki wezbrały słonym żalem.
Niewola zabija nas Panie... Ratuj!

Wierz, bym nie zboczyła z drogi Twojej.
Że kimkolwiek będę, będę Twoją.
Nie wola moja, lecz Twoja.

Mateusz pisze...

Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za ubogacający dodatek poetycki