18 kwi 2009

Zabliźnić się z bliźniakiem (J 20,19-31)

Całkiem możliwe, że Tomasz zwany Didymos (dosł. „bliźniak”) był najodważniejszym z Apostołów. Po śmierci Jezusa wszyscy Jego uczniowie byli przestraszeni i zamknięci w wieczerniku. On jeden zaryzykował „wyjście” z zalęknionej wspólnoty, by osobiście przekonać się, że ukrzyżowany Jezus zmartwychwstał i żyje. Trudno powiedzieć, jakie pytania nosił w sercu, jak przeżył śmierć Mistrza i swoją ucieczkę spod krzyża. Jedno jest pewne: Tomasz przeszedł głęboki kryzys wiary.
Chyba nie przypadkowo w pierwotnym Kościele nadano mu przydomek „bliźniak”. Miał tę łaskę, że osobiście spotkał zmartwychwstałego Pana, zobaczył Jego rany, otwarte serce i wreszcie wyznał „Pan mój i Bóg mój”.
Zawsze mnie zastanawia, dlaczego Jezus po zmartwychwstaniu ciągle nosi ślady męki. Czy dlatego, by wątpiący Tomasz odnalazł wiarę? A może każdy z nas jest takim „bliźniakiem”, tzn. podobnie jak Tomasz chcemy dotknąć, usłyszeć, zobaczyć Chrystusa zmartwychwstałego. Z drugiej strony, chcemy być duchowo perfekcyjni i myślimy, że człowiek doskonały (święty) powinien być wolny od zranień. Zmartwychwstałe ciało Jezusa nie podlega już więcej cierpieniu i śmierci, ale pozostają w nim ślady męki. Największym objawieniem miłości Boga do człowieka-grzesznika nie jest zmartwychwstanie Chrystusa tylko Jego śmierć na krzyżu. Zmartwychwstanie jest odpowiedzią Boga Ojca na ofiarę krzyżową Syna. To nie zmartwychwstanie najbardziej upodabnia nas do Jezusa, ale współ-ukrzyżowanie, gotowość na umieranie. Żaden człowiek nie ma w sobie mocy zmartwychwstania (jest to dar Ojca). Mamy natomiast moc – będąc w komunii z Chrystusem - składania życia w ofierze z miłości do Boga i ludzi.
Myślę o dwóch bliźniaczkach, urodzonych w Warszawie w roku 1983, które przez pomyłkę zostały podmienione. Co czuje człowiek, gdy po 25 latach życia spotyka na swojej „drodze” bliźniaka, o którym wcześniej nie wiedział? Nie chcę wchodzić w szczegóły całej tej sprawy. Jednak słuchając o tym wydarzeniu wyobraziłem sobie Tomasza, który po wielu latach „zobaczył”, że ma „bliźniaka” - Jezusa, do którego jest bardzo podobny i z którym może się „zabliźnić”.
Nikt nie chce przyznać się do swoich słabości i porażek. Z jaką pieczołowitością bandażujemy rany, ukrywamy blizny. Chcemy pokazać się innym od jak najlepszej strony. Najbardziej biedny jest ten, kto „zabandażowany” staje przed Bogiem. Ciągle będzie szukał „bliźniaka”, który go zrozumie, pocieszy, uwolni od lęku i uzdrowi. Jednak nikt z ludzi nie ma w sobie „bliźniaczej” mocy. Tylko Chrystus, Pan życia i śmierci, przez swoje zranione serce leczy moje i twoje rany. Nie wiem do końca, co przeżył Tomasz, kiedy Zbawiciel pozwolił mu dotknąć swoich ran. Ewangelia nie mówi, czy Tomasz faktycznie dotknął ran Zmartwychwstałego. To Chrystus dotknął ran wątpiącego Apostoła. Wiara zaczyna się tam, gdzie tracisz wiarę w siebie i pozwalasz Bogu dotknąć wszystkich poranionych miejsc twego ciała, twojej historii, twoich relacji. Doświadczam tego szczególnie w sakramencie pokuty i dzieląc się Słowem Bożym we wspólnocie.
„Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”
Pan mój i Bóg mój! Jezu ufam Tobie!
„Tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (1J 5,4)

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nigdy nie patrzyłam na Tomasz z tej perspektywy.
To fakt, wyszedł, jako jedyny. Co przeżywał?

Mateusz pisze...

Sam do końca tego nie pojmuję. Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby Tomasz przeżywał coś podobnego do Judasza, po tym jak wyszedł z wieczernika i został sam w ciemności niewiary.
A może każdy z nas nosi w sobie takiego "bliźniaka", z jednej strony jesteśmy zdolni do zdrady Judasza, a z drugiej do odważnego wyznania Tomasza: "Pan mój i Bóg mój" (por. Rz 7,21-24). Wydaje mi się, że punkt ciężkości przechodzi przez utratę wiary w siebie i odkrycie miłosiernej miłości Boga - On najbardziej wierzy we mnie, gdy moje "ja" już umarło i narodziło się "JA" Jezusa (Ga 2,19-20; Flp 1,21). Myślę, że na tym polega Pascha: przejście z niewiary do wiary, z ciemności do światła, z życia dla siebie do życia w Bogu...

Radosław pisze...

"Nikt nie chce przyznać się do swoich słabości i porażek. Z jaką pieczołowitością bandażujemy rany, ukrywamy blizny. Chcemy pokazać się innym od jak najlepszej strony. Najbardziej biedny jest ten, kto „zabandażowany” staje przed Bogiem."

Wśród Żydów krąży taka opowieść: „Gdy rabin Jochanan ben Zakkai umierał, jego uczniowie zgromadzili się wokół łoża chorego i poprosili o błogosławieństwo. Rabin powiedział wówczas: „Oby wasz lęk przed Bogiem był tak silny, jak wasz strach przed ludźmi!”. „To wszystko?” zapytali uczniowie – rozczarowani skromnością błogosławieństwa”.

To dziwne, ale obawa przed reakcją ludzi na nasze zachowanie jest nieraz większa niż obawa, jak na to wszystko spojrzy Bóg. Bandażujemy swoje niedomogi przed ludźmi, a przed Bogiem już się tak nimi nie przejmując. Więcej - jest też choroba, która zakrywa nasze porażki, niemoce zarówno przed ludźmi, jak i przed Bogiem, ta choroba to pycha.

Przypomina mi się wiersz Tomka Żółtko:

Ciekawe,
że przed Tobą
Nieskończenie Świętym
nie wstyd mi
wstydzić się
za moje życie.
Natomiast
przebywając wśród innych
podobnie
przecież niedoskonałych
robię wszystko
aby patrzono na mnie
lepszym
niż jestem w istocie

Radosław pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Radosław pisze...

"Całkiem możliwe, że Tomasz zwany Didymos (dosł. „bliźniak”) był najodważniejszym z Apostołów."

:) możliwe;
choć czerpię z jego nieobecności w wieczorniku inną lekcję.

"Nie opuszczajmy naszych wzajemnych zebrań... (Hebr.12:25)"

Tomasz opuścił,
i został pozbawiony zobaczenia Jezusa. Ile człowiek może stracić przyzwyczajając się do tego, że nie pójdę w tą niedzielę na nabożeństwo.

A nawiasem mówiąc,
tak mówi się o "niewiernym" Tomaszu
nie uświadamiając sobie tego, że inni uczniowie też nie wierzyli, póki nie zobaczyli. I my gdybyśmy tam byli,też byśmy nie uwierzyli, gdybyśmy nie zobaczyli.

Co do Tomasza, to ciekawy jest zapis z J.11:16.


serdeczny uścisk
miły bracie

Asia pisze...

"Najbardziej biedny jest ten, kto „zabandażowany” staje przed Bogiem. Ciągle będzie szukał „bliźniaka”, który go zrozumie, pocieszy, uwolni od lęku i uzdrowi."
Chciałabym nie bandażować sie przed Bogiem, stawać w prawdzie... Czasem wydaje mi się że mi się udaje. Ale i tak ciągle szukam kogoś, kto zrozumie, pocieszy, uwolni od lęku...
ps. dziękuję za tego bloga